TRIDUUM

  

Pieśń:  Pan zmartwychwstał.mp3

„Triumf Pana w dniu Zmartwychwstania”

Triumf Pana w dniu Zmartwychwstania jest ostateczny. Gdzie są żołnierze, których postawiły władze? Gdzież są pieczęcie, które umocowano na kamieniu grobowca? Gdzież są ci, którzy skazali Nauczyciela? Gdzież są ci, którzy ukrzyżowali Jezusa?… W obliczu Jego zwycięstwa trwa wielka ucieczka nieszczęśliwych nędzników. Bądź pełen nadziei: Jezus Chrystus zawsze zwycięża. (Kuźnia, 660)

Po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Salome nakupiły wonności, żeby pójść namaścić martwe ciało Jezusa. Wczesnym rankiem następnego dnia po wschodzie słońca przychodzą do grobu (Mk 16,1-2). I u wejścia ze zdumieniem stwierdzają, że nie ma tam ciała naszego Pana. Młodzieniec w bieli mówi do nich: Nie bójcie się! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Nazareńskiego: Non est hic, surrexit enim sicut dixit – Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział (Mt 28,5). Zmartwychwstał! Jezus zmartwychwstał! Nie ma Go już w grobie. Życie odniosło zwycięstwo nad śmiercią.Ukazał się swojej Najświętszej Matce. Ukazał się Marii Magdalenie, którą porwała miłość do Chrystusa. Ukazał się Piotrowi i pozostałym Apostołom. A także tobie i mnie, którzy jesteśmy Jego uczniami i bardziej szaleni niż Maria Magdalena – jakież to rzeczy powiedzieliśmy Mu!Obyśmy nigdy nie umarli przez grzech; oby nasze duchowe zmartwychwstanie trwało na wieki. Ale zanim skończy się dziesiątka różańca, ucałujesz Jego zranione stopy… a ja, odważniejszy, ponieważ większe ze mnie dziecko, dotknę ustami otwartej rany w Jego boku. (Różaniec Święty, I tajemnica chwalebna)

Sobota , 7 kwietnia 2012
WIELKA SOBOTA

 prosimy włączyć pieśń: Odszedł Pasterz nasz

To dzień ciszy i adoracji Pana Jezusa w grobie. Jak mówi starożytna homilia paschalna: “Wielka cisza spowija ziemię, bo Król śpi”. I dziś nie sprawuje się Eucharystii ( liturgia Wigilii Paschalnej należy do Niedzieli Zmartwychwstania). Rytm duchowy tego dnia wyznaczają tęsknota i czekanie. Nawiedzamy grób Pański, jak nawiedza się groby ukochanych. Adorujemy Ciało Pańskie, osłonięte welonem symbulizującym grobowy całun, w którym owinięto Ciało Jezusa. Grób Pański jest niezwykle ważnym znakiem, bo przypomina nam o naszych grobach. Wszyscy kiedyś w nich spoczniemy, aby czekać tak, jak teraz czeka nasz Pan. Nie uciekajmy od tej perspektywy, abyśmy nie pozbawiali się nadziei, którą grób Pański skrywa.

Jednocześnie w tym dniu odzywają się echa dawnych “pasch”, przedchrześcijańskich, a nawet przedżydowskich. Od zamierzchłych czasów świętowano przejście od śmierci zimy do życia wiosny. Związane z tym były sute uczty. Przez historię Izraela a zwłaszcza przez Jezusa Chrystusa Bóg gruntownie przemienił wymowę tych świąt. Niemniej pozostały nam niektóre stare zwyczaje, które pielęgnujemy – do takich należy święcenie pokarmów. Wszystko jest darem Pana: i przyroda, i mięsa, i jaja… Przyjmujemy je i spożywamyz wdzięcznością. Oby tylko to, co drugorzędne, nie przesłoniło nam tego, co pierwszorzędne.

komentarz za: ”Oremus” Teksty liturgii Mszy świętej na każdy dzień

 

Triduum In Persona Christi

Przeżywszy już kilka uroczystości Triduum Paschalnego w stanie kapłańskim zaobserwowałem i odczułem jak ważnym jest zjednoczenie kapłana z Chrystusem. Tajemnica poszczególnych dni jest tak ściśle zjednoczona z przewodniczącym liturgii, że musi stać się jego osobistą tajemnicą. Tu In persona Christi znajduje swój najpełniejszy wymiar. Od nas księży zależy jak ludzie przeżyją święte misteria. Jeśli zobaczą w kapłanie Chrystusa, będą z nim wieczerzać, umierać i zmartwychwstawać.

 

 Jak przeżyć tak często bardzo komercyjne Święta Wielkanocne? Kłócą się w naszym sercu misteria Boże z powierzchownością święconki, zajączka, kurczaczków i ozdobnych malowanych pisanek. Dodatkowym utrudnieniem, już podczas samego przeżywania liturgii, są pewne kapłańskie choroby: „szybciej szybciej”, „dobra, kto to zobaczy”, „tak zawsze było”, „jesteś młody i się nie znasz”, „jakoś to będzie” i chyba najbardziej utajniona choroba „trzeba to zrobić”. Przyjrzyjmy się im nieco.

Piękno liturgii jest uświęcone wielowiekową tradycją. Nie trzeba go poprawiać. Tam, gdzie należy je zaadaptować do warunków lokalnych, należy to zrobić z największą delikatnością. Nie wolno jednak sprawy spłycać. Wielu pewnie sobie teraz pomyśli, że to będzie kolejny artykuł liturgiczny o prawidłowym przebiegu Triduum, żeby prosto chodzić i ładnie wyszkolić ministrantów. Może Cię zaskoczę Czytelniku, ale chciałbym jednak zajrzeć do Twojego kapłańskiego serca, niezależnie od wieku i stażu, i zobaczyć, czy Ty pragniesz być jedno z Jezusem. Z tego pragnienia wynika zaangażowanie i jest ono na miarę tegoż.

Cały wysiłek księdza i wszystkie jego środki duchowe i materialne, powinny służyć zbliżaniu siebie i ludzi do Boga. Najpiękniejszą drogą tego spotkania jest liturgia. Nie można oszczędzać na niej ani pieniędzy, ani czasu na przygotowanie, ani żadnej rzeczy, która Jego jest. Istotnie, to spotkanie jest Jego własnością i nie wolno Bogu zabierać ani skrawka jego piękna. Czasem, w wyniku „prywatnych objawień” księdza, liturgia przybiera mnóstwo udziwnień i kłócących się ze sobą symboli. Prostota jest pięknem. Mszał jest zapisem piękna spotkania z Bogiem. A roztropne posłuszeństwo liturgii, jest miarą posłuszeństwa przyrzekanego podczas święceń.

Doświadczenie uczy, że złe duchy zamętu, zamieszania, zdenerwowania i im podobne, właśnie w takie uroczystości chcą rozproszyć uwagę. Nie wolno im ulegać. Pośpiech jest wrogiem modlitwy. Oczywiście nie należy popadać w skrajności, ale liturgia, w te dni szczególnie, ma trwać. Ludzie naprawdę liczą się z tym, że będzie dłużej. Kiedyś pewien ministrant zapytał mnie w Wielki Piątek: „Dlaczego ucałowanie krzyża będzie po liturgii?” Odpowiedziałem, że tak można i że będzie sprawniej (czyt. szybciej). A on w swojej młodzieńczej prostocie powiedział: „Ale proszę księdza, to przecież ma trwać”. To wydarzenie odłożyłem na półkę z napisem „Głupio mi było kiedy…”.

Wiadomo, że zwykli ludzie nie znają rubryk. Nie należy jednak zakładać, że nie umieją się starać. Dziś coraz częściej wierni porównują sobie gdzie liturgia jest szanowana, a gdzie po prostu jest. Nie wahają się zmieniać miejsc modlitwy, aby skorzystać z większej ilości dóbr duchowych – uprawiają tzw.churching. Jeśli ksiądz zastanawia się dlaczego tak mało parafian przychodzi do jego kościoła, niech sprawdzi czy się modli, czy odprawia (rzecz jasna nie o słowa tu chodzi). Znam osobiście ludzi, którzy pytają o konkretnego księdza, kiedy ma Mszę św. i na tą liturgię chcą przychodzić. Liturgia ma być Dobrą Nowiną dla utrudzonych życiem, a nie inną formą telewizora – ten zawsze można wyłączyć, jeśli przestaje być potrzebny. Jaką Dobrą Nowinę przepowiadam ludziom na każdej Mszy św.? Wystarczy jedno zdanie, zamiast wielu minut ogólników i wyuczonych zbitek słowno-teologicznych. Tym zdaniem słowa Bożego, a nie prywatnego, będą żyć.

Obowiązujący zawszoizm („tak zawsze było”) niszczy nowość. Sam Jezus przyszedł uczynić „wszystko nowe” (por. Ap 21,5). Nie chcę tu mówić, że stare było złe. Ale może ktoś nowy w parafii, ksiądz czy świecki, będzie potrafił nadać przeżywaniu liturgii pewnej świeżości. Mądre sugestie i propozycje staną się dziełem wspólnym ludu (gr. leitos ergon) – prawdziwą liturgią. Dzięki takim działaniom będzie jeden krzyż, ognisko w Wigilię Paschalną może będzie ogniskiem, a nie podpałką we wiadrze; paschał będzie woskową kolumną, a nie tańszą drewnianą konstrukcją wielokrotnego użytku, itp. Otwartość na ludzkie propozycje, trzymająca się w błyszczących czerwienią ramach ksiąg liturgicznych, zawsze przynosi błogosławione owoce – radość wspólnego świętowania.

Świętować nie znaczy odpoczywać. Jest ta ukryta choroba o nazwie „trzeba to zrobić” wyjątkowo paskudną dolegliwością. Jeśli nie jest właściwie zdiagnozowana, to zakorzenia się jak nowotwór i powoli niszczy kapłańską wrażliwość. W Kościele nic nie trzeba, w Kościele się chce. Zmęczenie i zabieganie wokół przygotowań może paradoksalnie sprawić, że wszystko będzie poprawnie, ale o świętowaniu nie będzie mowy. Dodatkowo kilka wyjątkowo złośliwych duchów będzie wyprowadzać z równowagi i gotowa ucieczka spod krzyża do ciszy popołudnia w Niedzielę Zmartwychwstania, kiedy to „nareszcie mam czas dla siebie” i można odpocząć. Nie! Odpoczynek księdza jest w Chrystusie (mądrość pewnej siostry zakonnej). Jeśli nie odpocząłeś w Nim będąc W Jego Osobie to nie odpoczniesz wcale. Po to trwają przygotowania, poświęcenie czasu, próby liturgiczne i zbiórki ministranckie, zakupy najpiękniejszych rzeczy potrzebnych do liturgii, wcześniejsza posługa sakramentalna, żeby właśnie pełniej świętować. Twój czas jest czasem Chrystusa. Innymi słowy: Twój czas jest tym samym czasem, co czas Jezusa. Z Nim siadasz do Ostatniej Wieczerzy, z Nim umywasz nogi swoim braciom; z Nim przeżywasz opuszczenie przez wszystkich; z Nim dźwigasz krzyż i oddajesz na nim swoje życie włączone w Jego życie; z Nim oczekujesz na zmartwychwstanie, z Nim przechodzisz ze śmierci do życia i ofiarowujesz siebie za lud sobie powierzony. Twoi wierni bez Ciebie sobie nie poradzą. Musisz być dla nich (złączony z) Chrystusem. To żadna łaska z Twojej strony. Do tego zobowiązałeś się przy święceniach: będziesz wypraszał miłosierdzie dla ludu sobie powierzonego, składał ofiarę i był wyłącznie dla tych celów.

Wszystko w święta możesz zaniedbać – posiłki, sprzątanie, życzenia, wizyty, upominki. Liturgii zaniedbać nie wolno. Złączając się z Chrystusem czynisz to co wypowiadasz. To o czym mówisz „czeka” na swoją realizację aż wypowiesz słowo. Tak ważny jesteś. Więc ma znaczenie to jak się modlisz, a modlitwa Twoja jest publiczna. Św. Ojciec Pio miał wizję Jezusa całego zniekształconego i w opłakanym stanie. Patrzył On na kapłanów pospiesznie i niedbale sprawujących Eucharystię, nie odprawiających dziękczynienia, bez należytego przygotowania. Odwrócił od nich swój boski wzrok z przerażeniem i znużeniem patrzenia na nich, zapłakał i z wielkim obrzydzeniem krzyknął: „Rzeźnicy!” (F. Castelli, Przesłuchanie Ojca Pio, Kraków 2009, s. 81). Jezusowi zależy na Twoim zaangażowaniu. Szuka choćby kropli Twojego współczucia i często go nie znajduje. Jego Ofiara jest przede wszystkim za Ciebie. Wyszczególnił w słowach konsekracji kapłanów: za WAS i za wielu.

Nie ma innej drogi do Boga, jak droga Paschy Jezusa. Jeśli chcesz prawdziwie świętować, musisz przejść Jego drogę. Jako kapłan masz o tyle „prościej”, że nie musisz szukać swojej drogi w życiu doczesnym – w rodzinie, w pracy zawodowej, czynić alegorii drogi krzyżowej do swojego życia i ustalać czy np. praca jest jej 3, 5 czy 11 stacją. Twoje życie i życie Jezusa się pokrywają. A Twoje ludzkie codzienności są bezpośrednio włączone w Jego Paschę. Przeżywaj to co Jezus. Rozmawiaj z Ojcem. Spotykaj Matkę. Daj się rozebrać i przybić. Umrzyj i znajdź się w grobie razem z Nim. A na koniec zmartwychwstań i Raduj się tym, że w Nim zwyciężyłeś świat. Ogłaszaj tę Dobrą Nowinę dopóki żyjesz.

Na powyższe choroby znajdziesz pomoc w lekarstwach: „nic się nie stanie jak będzie dłużej”, „to ja sam potrzebuję piękna tej modlitwy”, „chcę być posłuszny”, „co proponujecie?”, „dziękuję za Twój pomysł”, „to będzie z większym pożytkiem dla ludzi”, „chcę to przeżyć z Jezusem” i inne.
Kochany Bracie, to co czytasz może wydaje się nowatorskie. Może pracuje w Tobie duch „ładnie napisane, ale rzeczywistość jest inna”. Tak widzieli tę rzeczywistość już Ojcowie Kościoła. Tak uczyli katechumenów i nowo ochrzczonych. Część z tych nauk  zgłębiasz w Liturgii Godzin. Dzielę się namiastką własnych przeżyć i zachwytu prostotą rzeczywistości Boskiej. Ciebie też stać na to „więcej”. Mów sobie często: „Co się nie da? Co się nie da?!”. Albo bardziej pobożnie: „Z Tobą, Panie, mogę wszystko”.

Odwagi!

ks. Krystian Wilczyński

 

Niedziela Palmowa rozpoczyna w Kościele katolickim Wielki Tydzień

Liturgia tego dnia jest pamiątką uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy pięć dni przed Jego ukrzyżowaniem. Jak podają Ewangeliści, zgromadzone wówczas tłumy rzucały na drogę płaszcze, gałązki oliwne i palmowe wołając: “Hosanna Synowi Dawida: błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie”.

Liturgia Niedzieli Palmowej jest rozpięta między dwoma momentami: radosną procesją z palmami oraz czytaniem- jako Ewangelii – Męki Pańskiej, zwykle z podziałem na role, według jednego z 3 Ewangelistów: Mateusza, Marka lub Łukasza (Mękę Pańską wg św. Jana czyta się podczas liturgii Wielkiego Piątku). W ten sposób Kościół podkreśla, że triumf Chrystusa i Jego Ofiara są ze sobą nierozerwalnie związane.

W Niedzielę Palmową obowiązuje czerwony kolor szat liturgicznych. Mimo to uroczystość ma wymowę radosną, gdyż rozpoczyna ciąg wydarzeń, przez które dokonało się zbawienie świata. Chrześcijańskie tajemnice wiary przenikają się wzajemnie – chwała i radość tworzą nierozdzielną całość z cierpieniem; w męce zapowiedziane jest zmartwychwstanie i zbawienie.

Udział w liturgii Niedzieli Palmowej oznacza zgodę na krzyż, cierpienie z Chrystusem oraz na taką, a nie inną drogę życia. W niektórych parafiach asysta liturgiczna wychodzi na zewnątrz kościoła, a potem procesjonalnie podchodzi do zamkniętych drzwi świątyni, w które następnie kapłan trzykrotnie uderza krzyżem, ukazując w symboliczny sposób, że krzyż otwiera drogę do nieba.

Podczas tego obrzędu śpiewa się antyfonę: “Bramy, podnieście swe szczyty, unieście się odwieczne podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały”. Zaraz przy wejściu do kościoła czytana jest Ewangelia o tryumfalnym wjeździe Jezusa do Jerozolimy, a następnie kapłan święci palmy. Później zostają one spalone a popiołem posypuje się głowy wiernych we Środę Popielcową następnego roku.

Początki świętowania liturgii Niedzieli Paschalnej odnajdujemy w Jerozolimie w IV wieku. W tamtych czasach starano się jak najdokładniej odtwarzać sceny z życia Jezusa. Z upływem lat procesje zostały udramatyzowane – w Egipcie na czele niesiono krzyż, w Jerozolimie biskup reprezentujący Chrystusa wjeżdżał do miasta na osiołku.

W Polsce Niedziela Palmowa nosiła także nazwę Niedzieli Kwietnej, bo zwykle przypada w czasie gdy pokazują się pierwsze kwiaty. W Niedzielę Palmową po sumie odbywały się w kościołach przedstawienia pasyjne. Za czasów króla Zygmunta III istniały zrzeszenia aktorów-amatorów, którzy w roli Chrystusa, Kajfasza, Piłata, Judasza itp. chodzili po miastach i wioskach i odtwarzali misterium męki Pańskiej.

Zwyczaj święcenia palm pojawił się w Kościele w XI wieku. Palmy w Polsce zastępują często gałązki wierzbowe z baziami. Po ich poświęceniu zatyka się je za krzyże i obrazy, by strzegły domu od nieszczęść i zapewniały błogosławieństwo Boże. Wtykano także palmy na pola, aby Pan Bóg strzegł zasiewów i plonów przed gradem, suszą i nadmiernym deszczem.

Rozpoczęliśmy Wielki Post.

Okres liturgiczny, którym upamiętniamy czterdzieści dni mod­litwy i postu Chrystusa na pustyni przed rozpoczęciem działalności publicznej. Podobnie jak Mistrz rozpoczął swoje nauczanie mocnym wezwaniem do nawrócenia – Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię  - tak też Kościół zachęca nas, by wykorzystać wielkie łaski tego potężnego okresu liturgicznego, aby podjąć zdecydowane kroki, które przybliżą nas do Boga.Nawrócenie powinno dokonywać się codziennie. Szczególnie jednak jesteśmy do niego weź­wani w ciągu najbliższych tygodni. Idąc po ścieżce prowadzącej do życia wiecznego możemy zbo­czyć nieco z drogi, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Dlatego Kościół, dobra i mądra Matka, przypomina nam o potrzebie poprawy. Posługuje się przy tym także modlitwami i czytaniami Mszy św., ucząc każdego wiernego, aby codziennie nawracał się w konkretnych obszarach. Jeśli my, dzieci Boże weźmiemy te teksty na modlitwę, możemy podczas tych czterdziestu dni, które prowadzą nas do Świąt Zmartwychwstania, znaleźć na nowo siłę, aby umieć przyjmować cierpliwie i z wiarą wszystkie trudności, przykrości i próby, świadomi, że Pan wyprowadzi z ciemności nowy dzień .

Liturgia Wielkiego Postu daje nam specjalną łaskę, która popycha nas do przemiany serca, a z tego zrodzą się na pewno dobre owoce. Przeczytajmy jeszcze raz, co napisał na ten temat nasz Ojciec: Nawrócenie jest sprawą jednej chwili; uświęcenie jest zadaniem na całe życie. Ziarno miłości, które Bóg zasiał w naszych duszach, pragnie wzrastać, przejawiać się w czynach, wy­dawać owoce, które zawsze będą zgodne z tym, co jest miłe Panu. Stąd też niezbędna jest gotowość rozpoczynania na nowo, odnajdywania na nowo – we wciąż nowych sytuacjach swojego życia – światła i impulsu pierwszego nawrócenia. To jest właśnie powód, dla którego powinniśmy się przy­gotować poprzez głęboki rachunek sumienia, prosząc Pana o pomoc, abyśmy mogli lepiej poznać Jego i samych siebie. Nie ma innej drogi, jeśli mamy się na nowo nawrócić . Jak przeżyliśmy Środę Popielcową? Co postanowiliśmy? Czy przeżywamy codziennie radość pokuty, która zbliża nas coraz bardziej do Chrystusa?

Ojciec Święty wybrał jako hasło orędzia na ten rok fragment Listu do Hebrajczyków i za­prasza nas do jego rozważania: Troszczmy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać do miłości i do dobrych uczynków . Podkreśla dalej, że słowa te mają szerszy kontekst: potrzebę przyjęcia Chrystusa poprzez praktykowanie cnót teologalnych. Należy przystępować do Pana „z sercem prawym, z wiarą pełną” (w. 22), by trwać niewzruszenie wnadziei, którą wyznajemy (por. 23), troszcząc się nieustannie wraz z braćmi o „miłość i dobre uczynki” (por. 24). Mówi się też, że dla umocnienia tej ewangelicznej postawy ważne jest, by uczestniczyć w spotkaniach liturgicznych i modlitewnych wspólnoty, mając na względzie cel eschatologiczny: pełną jedność w Bogu (por. w. 25) .  

Podobnie jak w ubiegłych latach, Benedykt XVI koncentruje się znowu na dziełach miło­sierdzia, które stanowią – wraz z modlitwą i postem – typowe praktyki pokutne Wielkiego Postu. Przy innych okazjach zachęcałem was, abyście zadbali szczególnie o czas poświęcony modlitwie osobistej i w ten sposób odnowili ducha pokuty, dbając bardziej o małe umartwienia, które nadają życiu chrześcijańskiemu smak, i pomagając bliźnim w ich potrzebach ciała i duszy. Teraz chcę was nie tylko zachęcić do praktyk chrześcijańskiego ducha, ale skupić się na jednym z trady­cyjnych dzieł miłosierdzia duchowego, które św. Josemaría nauczył nas cenić, a na którego szczególne znaczenie zwraca uwagę Ojciec Święty: to praktyka upomnienia braterskiego, które sam Chrystus zalecił swoim uczniom: Gdy brat twój zgrzeszy (…), idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata .

Ten przejaw miłości nie pojawia się w nauczaniu jeden raz. Już w Starym Testamencie pow­tarza się wiele razy. Czytamy na przykład radę: Strofuj mądrego, a będzie cię kochał. Ucz mą­drego, a będzie mądrzejszy, oświecaj prawego, a zwiększy swą umiejętność . W innym miejscu: Na drodze do życia, kto strzeże karności, kto gardzi naganą, błądzi na bezdrożach . W Nowym Tes­tamencie, kiedy śledzimy nauczanie Mistrza, znajdujemy dokładniejsze wskazówki, jak pilnie i de­li­katnie dbać o braterstwo, które podtrzymuje innych, aby szli prostą drogą do Boga. Św. Paweł mówi, że powinno się je praktykować w duchu łagodności , widząc w drugiej osobie nie wroga, ale brata . Mówi też Pismo Święte, żewszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon spra­wied­liwości .Apostoł Jakub konkluduje: Bracia moi, jeśliby ktokolwiek z was zszedł z drogi prawdy, a drugi go nawrócił, niech wie, że kto nawrócił grzesznika z jego błędnej drogi, wybawi duszę jego od śmierci i przesłoni liczne grzechy . Nie możemy zapomnieć, że kiedy św. Josemaría odwiedzał jakiś ośrodek pytał najpierw czy ktoś jest chory, a potem: czy jesteście zadowoleni? Czy praktykujecie upomnienie braterskie?  Niestety, pomimo nalegania ze strony Pana Jezusa, także za pośrednictwem Apostołów, wielu świętych, naszego Ojca, owo dzieło miłosierdzia duchowego ignorowane jest przez wielu chrześcijan. Papież wyraża żal z tego powodu. Pragnę zwrócić uwagę na pewien aspekt życia chrześ­cijańskiego, który jak mi się wydaje, popadł w zapomnienie –upomnienie braterskie z myślą o zbawieniu wiecznym. Dzisiaj na ogół podchodzi się z dużą wrażliwością do kwestii opieki i miłości w kontekście dobra fizycznego i materialnego innych, natomiast niemal całko­wicie pomija się milczeniem duchową odpowiedzialność za braci. Inaczej jest w Kościele pierwszych wieków i we wspólnotach cechujących się prawdziwie dojrzałą wiarą, którym na sercu leży nie tylko cielesne zdrowie brata, ale także zdrowie jego duszy, ze względu na jego ostateczne przeznaczenie . Dzięki Bogu w tej części Kościoła, którą jest Prałatura Opus Dei, kocha się i żyje tą ewan­ge­liczną radą, chociaż nie chcemy przez to powiedzieć, że uważamy się za lepszych. Nasz Założyciel, mając szczególne światło od Boga, dzięki któremu pogłębił niektóre nauki Pisma Świętego, osobiście praktykował upomnienie i od początku uczył go innych. Twierdził, że jest głęboko zakorzenione w Ewangelii i dodawał, że jest zawsze dowodem nadprzyrodzonej miłości i zaufania, a co więcej ma posmak pierwotnego chrześcijaństwa .

Św. Josemaría tak bardzo cenił ów ewangeliczny zwyczaj, że nie ustał w staraniach, aż Stolica Święta, po definitywnej aprobacie ducha Dzieła w 1950 roku zaakceptowała również to, że także Założyciel oraz jego następcy w kierowaniu Opus Dei, mogą korzystać z owego środka uświęcenia, którym posługuje się Duch Święty dla dobra dusz. Opowiedział to swoim dzieciom z ogromną prostotą: kiedy przedstawiałem Stolicy Świętej nasz Statut (…), mówiąc o upomnieniu braterskim dla Ojca, zawsze napotykałem sprzeciw: jak można upominać osobę, która stoi na czele? Nie można mu nic powiedzieć! Ja się z tym nie zgadzałem i tłumaczyłem: jak można zostawić mnie, biednego człowieka, oraz tych, którzy przyjdą po mnie – będą lepsi ode mnie, ale też będą tylko biednymi ludźmi – bez możliwości otrzymania pomocy dzięki za pośrednictwem tego środka świętości? Praktykując ten zwyczaj, tak głęboko chrześcijański, ci, którzy udzielają upomnienia – chociaż jest to dla nich wysiłek i muszą się przezwyciężyć – oraz ci, którzy je otrzymują – chociaż ich zaboli i będą musieli być pokorni – posiadają wspaniały środek świętości, który ma swoje korzenie w Ewangelii. Ten tok rozumowania ich przekonał .   Nasz Założyciel bardzo jasno określił sposób udzielania i przyjmowania upomnienia bra­ters­kiego. Mówił nam o normach roztropności i miłości, których należy przestrzegać w każdym momencie, aby było to naprawdę narzędzie uświęcenia własnego i innych. Po pierwsze ma to być zawsze jasny wyraz miłości nadprzyrodzonej i ludzkiej, troski o świętość własną i innych. Św. Josemaría mówił jasno: Braterskie upomnienie (…), winno być niezwykle delikatne – z mi­łością! – w swej formie i istocie, gdyż w takiej chwili będziesz narzędziem Bożym . Bo, jak wy­jaśnia Papież w swoim Orędziu, Upomnienie chrześcijańskie nie jest nigdy formułowane w duchupotępienia czy oskarżenia; wypływa zawsze z miłości i miłosierdzia .W Dziele, trzymając się tej zasady, zanim zwróci się komuś uwagę w formie upomnienia braterskiego, pyta się, czy jest właściwe. Nie tylko utwierdzamy się wtedy w czystości intencji, która skłania nas do porozmawiania z bratem, ale możemy także otrzymać wskazówkę, w jaki sposób to zrobić, biorąc pod uwagę konkretne okoliczności każdego przypadku, aby faktycznie pomóc osobie, która je otrzymuje. Dzięki temu służymy innym z roztropnością, delikatnością i z sza­cunkiem. Wzrusza mnie myśl, z jaką prawością postępował nasz Ojciec we wszystkich śro­do­wiskach. Jeśli ktoś się skarżył na kogoś lub na coś, pytał zawsze: czy rozmawiałeś z zain­te­re­sowanym? Zrób to, może to go zachęci do poprawy.

Przypomnijmy wszystkim chrześcijanom, że jesteśmy wezwani, aby wprowadzić w życie to zalecenie Pana Jezusa. Nie możemy zapomnieć, jak podkreśla Ojciec Święty w swoim Orędziu, że chodzi o coś bardzo nieznanego w obecnych czasach. Niestety ludzie często mówią źle o innych za ich plecami, ale nie odważają się powiedzieć bezpośrednio w twarz, ze zmysłem nadprzy­ro­dzonym, o błędach i wadach, które powinni poprawić. W ten sposób wada szemrania powoduje tarcia w relacjach rodzinnych i w społeczeństwie.Postarajmy się odkryć na nowo – wszyscy – wartość lojalności, cnoty ludzkiej, fun­da­men­talnej dla wzajemnych relacji w życiu społecznym, zawodowym, itd. W tym sensie praktykowanie upomnienia braterskiego – stosując konieczne środki roztropności i miłości – okazuje się szcze­gólnie niezbędna. Św. Josemaría z nadprzyrodzonym realizmem przyznawał, że wszyscy jesteśmy pełni wad, które każdy z nas widzi, z którymi staramy się walczyć. Ale mamy też wady, których nie dostrzegamy (…) i o tych mówią nam w upomnieniu braterskim (…). Czynią tak, bo nas kochają, bo żyjemy jak chrześcijańska rodzina, która bardzo się kocha. Żyć dobrze ze wszystkimi, to znaczy kochać się, rozumieć, przebaczać. Ale są takie rzeczy, których – nawet wybaczając – nie powinniśmy zostawiać bez załatwienia. To te, które musimy powiedzieć każdemu w upomnieniu braterskim .To zalecenie, zakorzenione w Ewangelii, staje się szczególnie ważne, kiedy chodzi o wierność Bogu. Dlatego, pisze Papież, ważną rzeczą jest ocalenie tego aspektu miłości chrześcijańskiej. Nie należy milczeć w obliczu zła. Mam tu na myśli postawę tych chrześcijan, którzy przez szacunek dla człowieka lub po prostu z wygodnictwa dostosowują się do powszechnie pa­nu­jącej mentalności, zamiast przestrzegać swych braci przed tymi sposobami myślenia i postę­po­wania, które są sprzeczne z prawdą i nie prowadzą do dobra . Na pewno pomaganie innym w tych punktach jest zawsze trudne. Sprawia ból, kiedy się je przyjmuje, gdyż upokorzenie kosztuje nas wiele, przynajmniej na początku. Lecz samo upomnienie kosztuje zawsze. Wszyscy dobrze o tym wiedzą . I w innym momencie nasz Ojciec dodaje: To kosztuje! – Wygodniej jest nie wtrącać się; wygodniej, ale jest to dalekie od nadprzyrodzoności. – I z tych uchybień będziesz zdawał sprawę przed Bogiem .  Kiedy otrzymacie ten list, będę odbywał rekolekcje. Proszę was, abyście modlili się za ich owoce: obym ponownie się nawrócił, aby lepiej służyć Kościołowi, Dziełu, moim córkom i moim synom, wszystkim duszom. Nalegam, abyście złączyli się z moimi intencjami. W tym samym ter­minie odbywają się też rekolekcje w Kurii Rzymskiej, w których uczestniczy Papież i jego naj­bliżsi współpracownicy. To kolejny okazja, aby podwoić prośby za jego osobę i intencje, które tak często wam polecam. Módlcie się do Boga a Ojca św. Zwłaszcza podczas Jego podróży do Meksyku i na Kubę od 23 do 29 marca, aby przyniosła bardzo wiele owoców apostolskich.

Muszę wam wyznać, że codziennie trawi mnie pewne natarczywe pragnienie: chciałbym być we wszystkich miejscach, gdzie pracujecie. Pamiętam co powiedział na ten temat św. Josemaría: ktoś mógłby więc zapytać, dlaczego zostaję w Rzymie? Bo muszę. A ja mogę dodać, że był bardzo blisko wszystkich!

_______________________________________________________________________________________

Wielka Sobota – „Dniem wyznawców święconego jajka”.

Drugi dzień Świętego Triduum Paschalnego czyli Wielka Sobota to dzień, który czeka jeszcze ciągle na odkrycie swojej własnej teologii i na właściwe w wierze jego przeżywanie. Ten dzień „pusty teologicznie” został zagospodarowany przez „wyznawców święconego jajka”. Łatwo w tym dniu można dostrzec zjawisko, które można nazwać wyższością Wielkiej Soboty nad Wielkanocą. W żaden inny dzień, nawet w Środę Popielcową, nie przychodzi do naszych kościołów tyle ludzi, ile przychodzi z koszyczkiem w Wielką Sobotę. Świecenie jajka jest dla wielu ważniejsze od Eucharystii. W czasie kolędy, gdy rozmawiałem o uczestnictwie
w niedzielnej Mszy świętej, mój rozmówca, który przyznał się do tego, że nie chodzi w niedzielę na Mszę świętą, swoją przynależność do Kościoła wiązał z dbałością o święconkę w Wielką Sobotę: „proszę księdza ja na mszę w niedzielę nie chodzę, ale święconki to ja pilnuję, bez święconki u nas w domu nie ma śniadania wielkanocnego”.

W pewnej wsi oddalonej od kościoła parafialnego wymówiono pomieszczenia do odprawiania niedzielnej Mszy świętej. Tamtejsi duszpasterze franciszkanie postanowili, że
i w Wielką Sobotę nie będzie tam święcenia pokarmów. Delegacja mieszkańców tej wsi udała się do kurii biskupiej w obronie święconki. Duszpasterze zostali przymuszeni, żeby tam poświęcić pokarmy. Jak podaje ks. Tadeusz Miłek w artykule „Wyznawcy święconego jajka” (Przewodnik Katolicki nr 13 z 28 marca 2010 s. 43) „Młody człowiek, kandydat na chrzestnego, pytany co go łączy z Kościołem odpowiedział bez wahania: w każdą Wielką Sobotę przychodzę z koszyczkiem”.

Próbowałem w parafii zminimalizować rangę święconki w kościele na rzecz błogosławieństwa pokarmów przy stole świątecznym w domu przez ojca rodziny. Stoły na święconkę wyniosłem na plac przy kościele, aby tam jedynie wodą święconą kropił kleryk. Niektórzy oburzeni parafianie przychodzili z pretensjami, jak mogłem taką ważną ceremonię religijną Wielkiej Soboty wyrzucić ze świątyni.

W Wielką Sobotę w naszych kościołach tak, jak w kuchni lub zakładzie gastronomicznym pachnie czosnkiem, chrzanem, białą kiełbasą i wędzonką, a przecież to ma być dzień największego postu – Postu Paschalnego.

Gdy pierwszy raz uczestniczyłem w paschalnym, nocnym czuwaniu w cerkwi prawosławnej w Słupsku, byłem bardzo zdziwiony, gdy ksiądz nie pozwolił wnieść do cerkwi koszyczków z pokarmami tylko po zakończeniu liturgii święcił pokarmy na zewnątrz cerkwi. Gdy zapytałem dlaczego tak jest u nich, odpowiedział że to jest zwyczaj starochrześcijański, aby czasem ktoś nie wniósł do kościoła mięsa ofiarowanego bożkom.

Zdaje się, że w dzisiejszych czasach zwyczaj święcenia pokarmów stał się elementem tradycji, ale już świeckiej. Podobny niepokój budzi we mnie łamanie się opłatkiem poza wieczerzą wigilijną w rodzinach. Świecka tradycja przejmuje ten zwyczaj i wypacza jego głęboki chrześcijański sens. Zapanowała przedziwna moda „objadania się opłatkiem” na wiele dni przed wigilią w szkołach, zakładach pracy. Swoistym kuriozum jest zwyczaj w pewnym mieście, na kilka dni przed wigilią, tzw. „wigilia miejska” na głównym placu przy udziale biskupa, władz miasta i mieszkańców, co całkowicie niszczy charakter oczekiwania adwentowego na Święta Narodzenia Pańskiego. Jeżeli na wiele dni przed świętami śpiewa się kolędy, łamie się opłatkiem co wtedy będzie  istotą wieczerzy wigilijnej w domach?

Uważam, że duszpasterze powinni powstrzymać tę dziwną praktykę opłatkomanii.

Misterium Paschalne Jezusa Chrystusa zostało przesłonięte przez kolorowe jajeczka, cukrowe baranki i czekoladowe zajączki. To nie tylko efekt laickich mediów, aby święta Wielkanocne zredukować do tego, ale przede wszystkim wina naszego duszpasterstwa.

Mentalność supermarketów wchodzi do naszych kościołów. Wierni nasi oczekują wszystkiego od razu przy jednym wejściu do kościoła. Wszystko w domu już przygotowane: jeszcze święconka, a przy okazji spowiedź i jeszcze zaliczyć grób Pański, a może jeszcze
z kancelarii odebrać karteczkę do chrztu lub ślubu.

Jestem zaniepokojony wprowadzoną praktyką całonocnych spowiedzi w Wielkim Tygodniu. Przypominam braciom duszpasterzom, że czterdziestodniowe przygotowanie do Świąt Wielkanocnych kończy się przed Niedzielą Palmową. Wyraźnie o tym mówi wprowadzenie Mszału Rzymskiego do obrzędu poświęcenia palm przed procesją „Drodzy bracia i siostry, przez czterdzieści dni przygotowaliśmy nasze serca przez modlitwę, pokutę i uczynki chrześcijańskiej miłości. W dniu dzisiejszym gromadzimy się aby z całym Kościołem rozpocząć obchód Misterium Paschalnego”.

Jeżeli nie przywrócimy właściwego charakteru Wielkiej Sobocie, a jako duszpasterze będziemy tego dnia biegać  z kropidłem po wsiach i między stołami ustawionymi w kościołach a konfesjonałami, przy których ustawiają się długie kolejki nie będziemy też mogli sami właściwie przeżywać i celebrować najważniejszej liturgii w ciągu roku, jaką jest Liturgia Wigilii Paschalnej.

Tak jak w pewnej parafii Wspólnota Neokatechumenalna prosiła swego proboszcza, aby
z nią czuwał na liturgii w tę noc, a on w swoistej gorliwości odpowiedział, że może w każdą noc w ciągu roku czuwać, ale w tę noc musi iść spać, aby być wypoczętym rano na rezurekcję!!!

Część II

Ewangelie zgodnie mówią, że po śmierci Jezusa nastał szabat „aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem – Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała” (J 19,31).

„Były przy tym niewiasty, które z nim przyszły z Galilei. Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa. Po powrocie przygotowały wonności i olejki; lecz zgodnie
z przykazaniem zachowały spoczynek szabatu” (Łk 23,55-56).

Sam Jezus, który powiedział: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść prawo, albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5,17) wchodzi w odpoczynek szabatu po trudzie swojej męki. Tak jak stwórca siódmego dnia odpoczął po trudzie stwarzania, tak Jezus Chrystus odpoczął po dokonanym dziele zbawienia. Wielka Sobota ma zatem charakter szczególnego szabatu, który należy odkryć, dowartościować i właściwie go przeżywać. Ojcowie kościoła grób Jezusa nazywają łożnicą, czyli sypialnią, w której On odpoczął jak wojownik po trudzie wojowania. Jezus zwyciężył na rydwanie krzyża, a teraz jako zwycięski odpoczywa, a nie umarły złożony w grobie. Ewangelie mówią, że to był grób nowy tzn. nikt przed Nim nie został tam pochowany i żadne ciało ludzkie nie uległo rozkładowi. Słusznie to miejsce zasługuje na miano łożnicy, a nie grobu.

Spójrzmy jak ojcowie kościoła odczytują tajemnicę Wielkiej Soboty „Dziś grób zamyka tego, który w swej dłoni obejmuje to, co stworzone. Kamień zakrywa tego, który odkrywa niebo swą mocą. Śpi życie, drży otchłań i Adam zostaje uwolniony z więzów. Chwała Twojemu planowi zbawienia (ekonomii). Dzięki niej wszystko wypełniwszy, dałeś nam wieczną sobotę – Twoje najświętsze zmartwychwstanie spośród umarłych. Jakież to widowisko kontemplujemy, jakiż to dziś odpoczynek! Po wypełnieniu planu zbawienia (ekonomii) przez mękę, Król wieków obchodzi sobotę w grobie, nam zaś ofiaruje nową sobotę. Do Niego wołamy: Powstań o Boże
i osądź ziemię, do Ty sądzisz na wieki, Ty którego miłosierdzie jest nieskończenie ogromne. Chodźcie, oglądajmy Życie nasze spoczywające w grobie, aby ożywić zmarłych, którzy spoczywają w grobach. Chodźcie oglądajcie odrośl Judy, Tego który śpi. Wołajmy do Niego
z Prorokiem: Leżysz i śpisz jak lew. Któż Cię zbudzi, o Królu? Powstań swą mocą. Ty, który dobrowolnie dałeś za nas siebie samego. Panie Chwała Tobie! Józef poprosił o ciało Jezusa i złożył je w nowym grobie. Zaiste miał wyjść z grobu jak z łożnicy. Chwała Tobie, który złamałeś potęgę śmierci. Chwała Tobie, który otwarłeś ludziom bramy raju! Wielki Mojżesz określił mistycznie dzień dzisiejszy mówiąc: I Bóg błogosławił siódmy dzień. To właśnie owa błogosławiona sobota, to właśnie jest dzień odpoczynku, w którym Syn Jednorodzony Boga odpoczął od wszystkich dzieł, sprawując swoją sobotę w ciele przez swój plan zbawienia (ekonomię), który Go doprowadził do śmierci i wracając znowu do tego, czym stał się przez zmartwychwstanie, dał nam życie wiecznie”. „Nie na darmo mówi jeden z ewangelistów, iż był to grób nowy (J 19,41), inny, że był to grób Józefa (Mt 27,57). Nie ma więc Chrystus swego grobu, albowiem grób tym się przygotowuje, którzy podlegają prawu śmierci. Nie ma grobu zwycięzca śmierci. Co bowiem może mieć wspólnego Bóg z grobem? Zresztą i Eklezjastes mówi o tym, który rozmyśla o dobru: „I nie będzie miał pogrzebu” (Syr 6,3). Śmierć Chrystusa miała w sobie coś szczególnego, różnego od śmierci wszystkich, toteż nie jest pochowany razem z innymi, lecz jest sam złożony w grobie. Wcielenie bowiem Pana upodobniło Go we wszystkim do ludzi, jednakże niepodobieństwa co do natury: jest podobieństwo w narodzeniu z Dziewicy, lecz nie ma podobieństwa co do sposobu poczęcia. Uzdrawiał chorych, lecz mocą rozkazu; Jan chrzcił wodą, On – duchem. A więc i śmierć Chrystusa jest wspólna co do natury ciała, odrębna według jej mocy. Kim zaś jest Józef, w którego grobie złożono Pana? Oczywiście, jest sprawiedliwy. Słusznie więc złożono Chrystusa w grobie sprawiedliwego, aby syn człowieczy miał gdzie głowę skłonić (Łk 9,58) i w mieszkaniu sprawiedliwego spocząć…” (wyd. ATK Warszawa).

„Dzisiaj panuje na ziemi głęboka cisza. Głęboka cisza i samotność. Wielka cisza bo śpi Król. Ziemia zadrżała i spoczęła, albowiem Bóg Wcielony zasnął ( Starożytna homilii O wielkim  i świętym szabacie z godziny czytań Wielkiej Soboty).

W Kościele w Wielką Sobotę nic się nie dzieje. Nie jest to dzień smutku i żałoby. Trwa szabat – panuje cisza i milczenie. Poza Liturgią Godzin nie ma tego dnia żadnej innej liturgii!!! Liturgia Wigilii Paschalnej rozpocznie się dopiero po zachodzie słońca, gdy minie Wielki Szabat. W wielką sobotę chrześcijanie pochodzący z pogan zachowują prawo spoczynku szabatowego. Kościół  w tym dniu trwa u boku spoczywającego  Pana. Na wzór zakonów kontemplacyjnych
i klauzurowych chrześcijanie nie podejmują żadnych akcji duszpastersko – ewangelizacyjnych czy charytatywnych, ale jedynie trwają na w ciszy na modlitwie i kontemplacji.

Część III

Wielka Sobota – Dniem „bezsilności” i milczenia Boga i Jego ukrycia

Wielka Sobota może i powinna nam pomóc odkryć prawdę o ukryciu Boga, jego milczeniu i „bezsilności”. Ukrycie Boga i jego milczenie wpisane jest w naszą wiarę, tak jak wiarę Abrahama, Hioba, wiarę Maryi, wiarę błogosławionej Matki Teresy z Kalkuty, a przede wszystkim wiarę Jezusa z Nazaretu. Jezus w rozmowie z Apostołami kilka godzin przed męką wzywa do odwagi: „niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka” (J 14,27). Ale sam potem wchodząc do ogrodu oliwnego przeżywa chwile osamotnienia, a z wysokości krzyża doświadczając totalnego opuszczenia i ukrycia Boga woła: „Boże mój,  Boże czemuś mnie opuścił” (Mt 27,46).

Podobne osamotnienie, milczenie Boga i jego „bezsilność” wpisane jest w nasze doświadczenie wiary. Ono ją oczyszcza i wydoskonala. Tę tajemnicę Wielkiej Soboty odsłonił Benedykt XVI w swoim rozważaniu 2 maja tego roku przed Całunem Turyńskim „Całun jest ikoną Wielkiej Soboty, która jest dniem ukrycia Boga. Ukrycie Boga jest częścią duchowości współczesnego człowieka, w sposób egzystencjalny, prawie nieświadomy, niczym wciąż rosnąca w sercu pustka… Jezus Chrystus pozostając w śmierci, przekroczył bramę owej ostatecznej samotności, by poprowadzić przez nią wraz ze sobą także nas. I tak miłość dotarła do „piekieł”: nawet w całkowitym mroku ludzkiej samotności możemy usłyszeć głos, który nas woła i znaleźć dłoń która nas podnosi i wyprowadza na zewnątrz” (Gość Niedzielny nr 18 z 9 maja 2010 str. 7).

Wielka Sobota, a więc dzień po śmierci Jezusa musi być areligijny czyli dzień samej wiary. Jak mówi ksiądz T. Halik w „Co nie jest chwiejne jest nietrwałe”: „Stojąc przed bramą śmierci, stoimy w obliczu tajemnicy, dalej prowadzi już tylko droga wiary. Poza bramę śmierci może zajrzeć tylko wiara” (wyd. WAM Kraków 2006 str. 223).

Część IV

Wielka Sobota – Dniem Zstąpienia do piekieł

Wiara Ojców Kościoła odkrywa tajemnicę zstąpienia Jezusa do otchłani. Ojcowie Kościoła mówią, że Jezus po swojej śmierci ciałem spoczął w grobie, ale duchem zstąpił do piekieł (otchłani) „Jezus poszedł szukać pierwszego człowieka jak zbłąkaną owcę. Zechciał nawiedzić tych, którzy siedzieli w ciemności i cieniu śmierci. Poszedł Bóg – Syn Boży, wybawić od cierpień więźniów Adama i Ewę. Wszedł Pan do nich trzymając w ręku zwycięski oręż krzyża” ( Ze starożytnej homilii o wielkim świętym szabacie. Godzina czytań z Wielkiej Soboty).

Kościoły Wschodnie nie ukazują w ikonach Chrystusa złożonego w grobie jedynie ikony z martwym ciałem Jego (płaszczennica). Za to w ikonie „Zstąpienia do otchłani” odsłaniają tajemnicę wiary dotyczącą tego czym była śmierć Jezusa dla umarłych. W centrum tej ikony znajduje się duży okrąg lub owal, przyjmujący czasem kształt płomienia. Przecinają go
i rozchodzą się od niego promienie – to sfera boskiego Ducha. Na tym tle jawi się Jezus Chrystus, odziany w jasną, świetlistą szatę. Podaje on ręce wychodzącym z grobu Adamowi
i Ewie.

Dokładną teologię ikony Zstąpienia podaje Maciej Bielawski w książce „Blask ikon”
„W ikonie Zstąpienia zbiegają się wszystkie prawdy chrześcijaństwa. Najłatwiej je zrozumieć, rozciągając ponad kolorami i formami opowieść, którą w przeróżnych wersjach znaleźć można w wypowiedziach Ojców Kościoła, tekstach liturgicznych, teologicznych traktatach, katechezach. U podstaw każdej ikony stoi bowiem jakaś opowieść. Ikona mówi, lecz by lepiej ją zrozumieć, trzeba sięgnąć także po opowieść.

Rozwijając ową opowieść  zacząć należy od tego, że Bóg stworzył niebo i ziemię, świat duchowy i materialny. Potem na przecięciu tych światów uczynił człowieka. Niektórzy mówią, że człowiek pojawił się jako doskonała synteza ducha oraz materii i dlatego właśnie aniołowie mieli mu służyć. Gdy z powodu zazdrości i pychy odmówili, doszło do buntu, upadku i rozbicia. Inni  z kolei twierdzą, że człowiek został stworzony, by zająć miejsce zbuntowanych i upadłych duchów. Jedna rzecz w każdym razie pozostaje pewna: człowiek znalazł się w dramatycznym położeniu między Bogiem i Złym. Zły zaś pozazdrościł człowiekowi szczęścia, wybrania
i bliskości z Bogiem i uwiódł człowieka, uprowadził go ze sfery Bożego światła w cień ułudy. Zatruł jego naturę i nakłonił do grzechu. Człowiek znalazł się w konflikcie z samym sobą,
z Bogiem, z innymi ludźmi. Bóg może mógłby nawet mu przebaczyć, lecz Zazdrosny Oskarżyciel zaczął prowadzić księgę z wykazem ludzkich grzechów, udowadniając nieustannie Stwórcy, iż człowiek nie jest godzien jego miłości. Następujące po sobie ludzkie pokolenia zamiast w sferę Bożego Światła wędrowały w ciemności Otchłani bez wyjścia. W tych głębinach przechowywany był nieszczęsny zwój ze spisem ludzkich win. Ciemność Otchłani rzucała złowrogi cień na ludzkie dzieje i serca, tak głęboki, że na ziemi dochodziło do „całkowitego zaciemnienia” obecności Boga. Człowiek zapomniał o swoim stwórcy i przestał mu ufać. Zły tryumfował.

Bóg jednak postanowił doprowadzić do tego, by człowiek był przy nim i by aniołowie mu służyli. Jak jednak można było tego dokonać, skoro ludzie rodzili się zatruci grzechem, ze skłonnością do nieposłuszeństwa? Gdy grzeszyli, Zły natychmiast zapisywał ich winy i brał ich w posiadanie. Po śmierci oskarżał ich przed Stwórcą i sprowadzał do Otchłani. Stwórca stanął przed problemem, nie mniejszym niż samo stworzenie. Jak być bardziej przebiegłym od Przebiegłego Oskarżyciela? Jak bez niszczenia wszystkiego – wszystko odnowić?

Bóg ponownie schylił się ku ziemi i oczyścił małą cząstkę stworzenia – była to młoda kobieta z zapomnianego miasteczka na prowincji rzymskiego Imperium. Na imię miała Maria,
a miasteczko nazywało się Nazaret. By ukryć jeszcze bardziej cały zamysł, sprawił, by kobieta pozostała Dziewicą, a jednocześnie stała się Matką. Zły o całej sprawie zorientował się za późno. Gdy urodziło się dziecko, w porywie gniewu usiłował je zabić rękami siepaczy Heroda. Kiedy mu się nie udało, zaniechał dalszych działań, uważając, że Kobieta i Dziecko nie mogą zmienić istoty stworzenia i dziejów. Odstąpił od nich – jednak tylko do czasu. Chłopiec – noszący imię Jezus – dorósł, jego dobre czyny stały się jawne, serce było odporne na pokusy, a nauka pełna mocy i popierana cudami. Zdawał się on kroczyć po ziemi w całkowitej niewinności, służąc jedynie Bogu. Coraz więcej ludzi podążało za Nim i za Jego nauką – podziwiali Go nawet aniołowie. Gdy Jezus zaczął wskrzeszać zmarłych, Zły zrozumiał, że jego władza jest zagrożona. Zorganizował pełen zamieszania, lecz sprawnie przeprowadzony proces i wyrok, w wyniku których Jezus został zamordowany. Była to zbrodnia doskonała: zanim zorientowano się
w sytuacji, ten niewinny Człowiek już nie żył i nie było nawet wiadomo, kto tego dokonał – wszystko rozegrało się między Piłatem, Annaszem, Kajfaszem, żydowskim tłumem i rzymskimi żołnierzami.

Zły tryumfował. W chwili śmierci Jezusa zapanowała ciemność, nie ocalił go ani żaden człowiek, ani żaden anioł. Wydawało się, iż zapomniał o nim nawet Bóg. Przeznaczeniem Jezusa, jak wszystkich innych ludzi, była Otchłań, dokąd Zły bez najmniejszego wahania Go sprowadził. Upojony zwycięstwem, nie zorientował się, że nie może Go tam zatrzymać – Jezus był bowiem bez grzechu i nie było Jego win na zwoju. Zły nie posiadał nad nim władzy. Gdy Jezus zstąpił do Otchłani, obezwładnił Złego, zabrał zwój z zapisanymi winami ludzi, wyważył wrota Otchłani i wyszedł, wyprowadzając z sobą Adama, Ewę i wielu, którzy mimo pobytu
w Otchłani nie utracili do końca nadziei. Kiedy na skutek protestów Oskarżyciela Ojciec zapytał: „Co czynisz, Synu? Oni są winni!”, Jezus pokazał zwój, przebity bok i powiedział: „Nabyłem ów zwój i zapisane w nim winy za cenę mojej krwi. Oskarżyciel nie ma dowodów na to, by tych ludzi trzymać w Otchłani. Ojcze, przebacz im w Moje Imię”. Ojciec nie był w stanie oprzeć się takiej cenie. Wybaczył. Dzięki Jezusowi ludzie odzyskali drogę do Boga, a Otchłań straciła nad nimi moc” (wyd. Domini, Kraków 2005 str. 96-99).

Część V  Co z tą święconką???

Misterium Paschalne Jezusa Chrystusa, a więc Jego śmierć, złożenie do grobu
i zmartwychwstanie, nie może być przesłonięte przez święcenie pokarmów w Wielką Sobotę. Błogosławienie pokarmów i wspólnotowe ich spożywanie ma mieć miejsce po skończonej Wigilii Paschalnej, a błogosławieństwo pokarmów powinien dokonać w miejscu ich spożywania a więc przy stole świątecznym przełożony wspólnoty, a  w rodzinie ojciec.  Błogosławieństwo
i świąteczny charakter posiłku odnajdzie też jedynie swój głęboki sens przy równoczesnym odkryciu właściwego znaczenia postu. Należy na nowo odkryć znaczenie postu paschalnego
w Wielką Sobotę, którego się już powszechnie nie praktykuje, a o który upominał się sam Jezus: „przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego i wtedy, w owe dni, będą pościli” (Łk 5,33).

W pierwszych wiekach, gdy obowiązywał post paschalny w Wielką Sobotę, od którego nie mogło być dyspensy, wierni przynosili pokarmy na wspólną agapę, którą spożywali we wspólnocie po paschalnym czuwaniu. Przynoszono więc pokarmy dla wspólnego spożywania,
a nie dla siebie i nie po to żeby po błogosławieństwie zabrać ze sobą do domu. Z czasem gdy zanikła nocna Wigilia Paschalna, a antycypowano ją w Wielką Sobotę rano, błogosławieństwo pokarmów miało miejsce w Wielką Sobotę przed południem, po ówczesnej liturgii Wigilii Paschalnej. Gdy przywrócono Wigilii Paschalnej właściwy czas jej celebrowania w nocy, jako kuriozum w naszym polskim zwyczaju, święcenie pokarmów pozostało nadal w sobotnie przedpołudnie. I tak jak w swoim czasie liturgia Wigilii Paschalnej wróciła na swoje właściwe miejsce, tak i wysiłkiem duszpasterzy święconka powinna wrócić tez na swoje właściwe jej miejsce, czyli po Wielkiej Nocy.

Jako ciekawostkę podaję fakt, że na Pomorzu ( na Kociewiu, Kaszubach w Borach i na Krajnie) nie znano do lat 60 – tych dwudziestego wieku święconki w obecnym jej charakterze. Pani Maria Ollick w książce „Od Adwentu do Adwentu” opisuje jak wyglądała na tych terenach święconka „W domu stół biało nakryty, na środku wazon z baziami i gałązkami rozkwitającej brzozy. Po bokach półmiski z gotowaną, szynką udekorowaną goździkami i obłożoną wędzoną kiełbasą polską. Na innym półmisku kiełbasa biała, gotowana z kwaśną kapustą, potem jajka białe i kolorowe gotowane… Nim wszyscy zasiedli do stołu, mamusia brała gałązkę barwinku umoczyła ją w święconej wodzie na talerzu, pokropiła wszystkie dary i zmówiła króciutką modlitewkę. I dopiero kiedy mamusia życzyła wszystkim zdrowych i wesołych świąt oraz smacznego jajka, goście, cała rodzina zasiadała do stołu” (wyd. Region Gdynia 2009 str. 99 ).

Z moich lat dziecinnych pamiętam jak w parafii Zblewo na Kociewiu wierni musieli słuchać połajanek księdza proboszcza, który nie pochodził z Pomorza, za to że nie przynoszą koszyczków z pokarmami do poświęcenia w kościele: „Pokarmy wielkanocne ma święcić ksiądz w kościele, a nie baba w domu”. Jestem dumny jako Kociewiak, że to zdrowe wyczucie gdzie, kiedy i przez kogo mają być błogosławione pokarmy wielkanocne zachował się w moim regionie jak najdłużej.

Część IV  Zasady i wskazania Kościoła

Dyrektorium o pobożności ludowej i liturgii Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w pkt. 146 jasno stanowi „Pobożność ludowa nie może pozostać obojętna na szczególny charakter Wielkiej Soboty. Jednak zwyczaje i świąteczne tradycje związane z tym dniem, gdy dawniej antycypowano celebrację paschalną, powinny mieć miejsce w nocy i w dniu Paschy”. Dalej w pkt. 150 „Wśród nabożeństw związanych z wydarzeniem Paschy znajduje się tradycyjne błogosławieństwo jajek, jako symbolu życia, oraz błogosławieństwo rodzinnego stołu. To ostatnie które w licznych chrześcijańskich rodzinach jest praktyką codzienną i godną polecenia, nabiera szczególnego znaczenia w dniu Paschy przez pokropienie pokarmów wodą pobłogosławioną w Wigilię Paschalną oraz błogosławieństwo stołu przez ojca rodziny lub jednego z jej członków”.

Z przykrością stwierdzam, że prawie we wszystkich agendach i obrzędach błogosławieństw wydanych w Polsce jest wyraźny brak zgodności z wytycznymi wyżej wymienionego Dyrektorium Kongregacji ds. Kultu Bożego (zobacz chociażby „Obrzęd błogosławieństw” tom II Katowice 2004).

Na Kaszubach, w Szymbarku został postawiony dom  „do góry nogami” czyli dachem do ziemi, jako protest przeciwko temu co niewłaściwe i wywrócone w naszej ojczyźnie. Mam wrażenie, że wiele spraw w naszym Kościele nad Wisłą jest wywrócone „do góry nogami”.

Na koniec mam jeszcze jedno pytanie do „obrońców święconki” w Wielką Sobotę – skąd wziąć wodę święconą do pokropienia, skoro dopiero będzie błogosławieństwo wody w czasie liturgii Wigilii Paschalnej? Wcześniejsze zapasy wody święconej należało usunąć przed Triduum Paschalnym.

o. Janusz Jędryszek

pustelnik OFM. Conv.

Komentarze dla tego wpisu zostały wyłączone.

Wygląd: Jacek Kopański